Mam bzika na punkcie psów. I drugiego bzika na punkcie haftu krzyżykowego. Jeśli połączyć to razem, wyjdzie krzyżykowy pies :)))
Ponieważ ostatnimi czasy - po owczarkach, kundelkach i seterach - nasz dom zamieszkują cavaliery (najpierw nieodżałowana Isla, a teraz Pipi), to najczęściej ta rasa była obiektem moich hafciarskich poczynań. Isla miała poważne kłopoty ze zdrowiem, dlatego na przestrzeni lat powstało kilka kartek dziękczynnych dla weterynarzy.
Na zamówienie cavisiowej cioteczki powstał hafcik z tricolorkiem, który trafił na torebeczkę przypinaną do paska, taką na smakołyki pomocne na ringu przy wystawianiu psa :)
Z przeróbek zdjęć Haftixem wyszło takie maleństwo:
oraz inny, całkiem słusznej wielkości obraz:
Oczywiście haftowałam nie tylko cavisie :) Na zamówienie właścicielki nowofundlandki będącej przeszkolonym ratownikiem tonących powstał nieduży portret niufka :
A pierwszym moim psim tematem był owczarek na gotowej, drukowanej kanwie, haftowany w zamierzchłej przeszłości, na samym początku mojej "krzyżykowej choroby". Wyszedł koszmarnie, jak większość haftów na drukowanej kanwie, ale pokażę, brrrrr....
Na zakończenie fotki z naszego ostatniego słonecznego spaceru. Było tak gorąco, że Pipi głośno protestowała i z wyrzutem patrzyła na mnie, gdy robiłam zdjęcie. A dzisiaj, po tylu deszczowych, ponurych dniach marzymy o takim słoneczku! Ach, lato, wróć...
Miłego dnia i słoneczka wszystkim i sobie życzę!









No comments:
Post a Comment