Wszędzie na Waszych blogach walentynkowe szaleństwo, a u mnie kolejna kartka na pięćdziesiąte urodziny. Tym razem sztalugowa, zapakowana w pudełko. Pudełko po raz pierwszy zrobione bez "szybki".
A co poza tym u mnie? Mama dostała nowe, kolejne leki, których, mimo, że powinna, uparcie nie chce brać, bo się boi działań ubocznych, Pipi po operacji ( a właściwie dwóch) z każdym dniem czuje się lepiej, a ja w wolnych chwilach, jakie zdarzają mi się w tym całym pokręconym galimatiasie, macham igiełką i haftuję dwie misiowe metryczki dla chłopców.
Moje plany zakupowe w scrapowych sklepach internetowych wzięły w łeb - leczenie Pluszowej pochłonęło mój budżet i nie ma mowy o dodatkowych, "lewych" wydatkach. Czekamy jeszcze na wyniki z histopatologii.
Na pocieszenie kupiłam sobie w miejscowym sklepie papierniczym chociaż jeden drobiazg - motylkowy dziurkacz, który widzicie na tej kartce. Zawsze podobały mi się te motylki na kartkach i cieszę się, że go "upolowałam" :)
Pozdrawiam Was cieplutko - donka66.
No comments:
Post a Comment