Nadal siedzę w ślubnych klimatach (do których podchodzę z rezerwą wspominając własne, osobiste przeżycia w tym temacie) i w papierach. Straaasznie ciągnie mnie do wyszywania, jestem jak nałogowiec na głodzie, mam wrażenie, że jeśli nie pohaftuję przez klika wieczorów, to chyba umrę, a już na pewno pęknę ze złości... Ale co mam zrobić? Skoro obiecałam ludziom kartki, to teraz muszę je zrobić. No i "papierkuję" pokornie, powtarzając sobie w duchu, że każda ukończona kartka przybliża mnie do czasu, kiedy będę mogła oddać się nicianemu szaleństwu :))) Tym bardziej, że bardzo mi zależy na ukończeniu panoramy Sydney do 20 września.
A tymczasem kartki sztalugowe popełnione w niedzielę - udało mi się złapać dzienne światło, chociaż już zmrok się zakradał...
Kartki zapakowane w pudełka z "szybką" i przewiązane białymi szyfonowymi kokardami, których oczywiście moja zapominalska natura nie uwieczniła na zdjęciach.
No comments:
Post a Comment