Monday, October 28, 2013

    Coś tam...

    Jestem, żyję, i nawet coś tam próbuję tworzyć, chociaż czasu brak potworrrrnie!
    Dzięki zmianie czasu na zimowy mogłam dzisiaj w pracy zobaczyć przepiękny spektakl natury: cudownie barwny zachód słońca. Mam okno wychodzące na zachód i dzięki temu mogę podziwiać takie piękne widoki. A było co podziwiać - smugi intensywnego turkusu, różu i szarości, kłębiaste szare poduchy chmur podświetlone ognistym blaskiem. Co za kolory i kształty!
    Kiedy wracałam do domu, było już zupełnie ciemno. Niby tylko godzina przesunięta, a taka różnica! Lubię chodzić po mieście po zmroku. Lubię stylizowane na stare, uliczne latarnie, kojarzące mi się z Anglią Sherlocka Holmesa, i oświetlone witryny sklepików. Suche liście miotane po asfalcie z głośnym szelestem, wirujące w obłąkanym tańcu. Lubię tajemnicę mroku i grę światła i cienia. I tylko mijany z boku park, niczym czarna otchłań bez dna, z częściowo już nagimi, rosochatymi czarnymi konarami na tle ciemnego nieba wyglądał jak złowróżbna dekoracja na Halloween. A po pracy spacer w psem - w ślad za białą kitą ogona w ciemności :)
    A co do robótek - koci portret chwilowo ma wolne. Zrobiłam małą przerwę na wyhaftowanie kilku zakładek. Na razie haftuję, jak będzie ich trochę, to dopiero je wszystkie wykończę.


    Pozdrawiam jesiennie, kolorowo i wietrznie :)

    No comments:

    Post a Comment